Recenzja mojej książki autorstwa Pawła Wosia pt. „Superkierownik dla budżetówki” w Dzienniku Gazecie Prawnej

W Dzienniku Gazecie Prawnej z 4 maja 2012 r. ukazała się recenzja mojej książki „Kierownik w instytucji publicznej. Znajdź swój własny, skuteczny styl zarządzania” autorstwa Pawła Wosia. Oto ona:

„W księgarniach nie brak poradników o tym, jak być dobrym szefem. A mimo to Radosławowi Hancewiczowi udało się namierzyć i wypełnić ważną lukę na tym rynku. Napisał dobrą i pożyteczną książkę dla wcale niemałego grona kierowników instytucji publicznych. Absolutnie godną polecenia całej kadrze zarządzającej w polskiej budżetówce.


Nie jest tajemnicą, że praca kierownika w ministerstwie, urzędzie wojewódzkim czy izbie skarbowej różni się od szefowania w sektorze komercyjnym. Nieprzypadkowo sektor publiczny uchodzi za bardziej bezwładny i dużo mniej efektywny. Kierownik ma tam zazwyczaj dużo mniej pieniędzy (i innych zasobów) na motywowanie pracowników. Dużo trudniej jest mu też pozbyć się nieprzydatnego podwładnego. Budowaniu wysokich kompetencji menedżerskich nie sprzyja też sama struktura awansu w budżetówce. Zdolności przywódcze odgrywają w tym procesie rolę trzeciorzędną. Daleko za układami polityczno-towarzyskimi czy nawet wiedzą ekspercką w dziedzinie, którą zajmuje się dana komórka.

Efekt jest taki, że w polskim sektorze publicznym kierownicy robią wszystko, z wyjątkiem… samego kierowania. Zdaniem Hancewicza, który sam od ośmiu lat obserwuje od środka białostocką budżetówkę, popadają oni zazwyczaj w jedną z dwóch skrajności. Szef udaje, że nie jest szefem, tylko pracownikiem takim jak inni. Odwala więc razem z nimi całą robotę merytoryczną: odpisuje na wnioski, odbiera telefony od pieklących się obywateli, wpisuje sprawy do ewidencji. W końcu, jeśli tego nie zrobi, jego ludzie pomyślą, że razem z awansem woda sodowa uderzyła mu do głowy. W końcu dzisiejsi podwładni to jego wczorajsi koledzy, z którymi siedział biurko w biurko. Drugą skrajnością jest całkowite wycofanie się z życia zespołu. Według zasady: „już oni najlepiej wiedzą, co powinni robić. Ja nikogo pouczać nie zamierzam”. I jedno, i drugie nastawienie jest oczywiście śmiertelnym grzechem każdego menedżera.

Bo kierownik jest potrzebny. Również w budżetówce. Musi podzielić i zaplanować zadania. Powinien wyznaczyć cele, żeby członkowie załogi wiedzieli z grubsza, dokąd płynie okręt. Ma obowiązek rozwiązywać konflikty wewnątrz zespołu i kontrolować, czy długofalowe zadania są realizowane. Jego zmartwieniem jest też stworzenie sprawiedliwego i skutecznego systemu motywacyjnego. Nawet wówczas, gdy w kasie nie ma dodatkowych pieniędzy.

Tego wszystkiego każdy kierownik może się od Hancewicza nauczyć (lub o wielu rzeczach sobie po prostu przypomnieć). Jego książka jest napisana językiem prostym, dalekim od biurowej nowomowy. Rozdziały są podzielone na akapity z czytelnymi nagłówkami. Dzięki temu łatwiej się po książce poruszać i wracać do szczególnie ważnych punktów. Często już samo – nawet pobieżne – przerzucenie kilku kartek wnosi powiew świeżości. Na przykład: „Ludzi demotywuje brak rozliczenia” albo „Dbaj o własne kompetencje” czy też „Zarządzaj rolami w zespole, bo z samych ekspertów go nie zbudujesz” lub „Chwal przy ludziach, pouczaj w samotności”. Niby proste, ale w biurowej rzeczywistości warte częstego przypominania.”